Wysoka trawa, krzaki i korzenie drzew są stworzone do utrudniania ludzią życia. Jestem tego pewna.
Dokładnie tak jak społeczeństwo - tłum, do którego musisz się dostosować, by wyjść z czegoś z twarzą.
Przedzierając się przez las nie myślałam co prawda o innych ludziach, lecz o tonie papierkowej roboty jaka mnie czeka gdy wreszcie wrócę do domu. Teraz, jako doradczyni Shi'ego odpisywałam na wszystkie listy, podpisywałam umowy, ogólnie, nie miałam nic ciekawego do roboty.
Rzuciłabym to już dawno, gdyby nie fakt, że to był właśnie on. Shi. Mocno pokręcony, kontrowersyjny dwudziestolatek, mój pracodawca i współlokator. W jego wykutym w litej skale zamku bowiem, było przewidzianw miejsce dla obydwu jego doradców. Oczywiście na razie ja i on byliśmy jedynymi duszmi w tym wielkim, ponurym zamczysku.
To sprzyja miłosnej historii co?
Teoretycznie tak. Jednak w praktyce nie jest już tak wesoło.
Dotarłam w końcu do zamku i wślizgnęłam się bocznym wejściem. Kiedy dotarłam na górę, Shi siedział na swoim zwykle służącym do audiencji tronie. W zasadzie to pół leżał, bokiem do mnie, przerzuciwszy nogi przez jeden z podramienników.
Przeglądał jakiś papier, zapewne list od swojej siostry.
-Spóźniłaś się, Mellanne.
I w tym momencie wiedziałam już, że Shi ma jeden ze swoich gorszych dni - tylko wtedy nazywał mnie moim pełnym imieniem.
-Tak, wiem... - mruknęłam cicho i pokornie, przybierając jedną ze swoich masek - Wybacz mi, Shi...
Dokładnie tak jak społeczeństwo - tłum, do którego musisz się dostosować, by wyjść z czegoś z twarzą.
Przedzierając się przez las nie myślałam co prawda o innych ludziach, lecz o tonie papierkowej roboty jaka mnie czeka gdy wreszcie wrócę do domu. Teraz, jako doradczyni Shi'ego odpisywałam na wszystkie listy, podpisywałam umowy, ogólnie, nie miałam nic ciekawego do roboty.
Rzuciłabym to już dawno, gdyby nie fakt, że to był właśnie on. Shi. Mocno pokręcony, kontrowersyjny dwudziestolatek, mój pracodawca i współlokator. W jego wykutym w litej skale zamku bowiem, było przewidzianw miejsce dla obydwu jego doradców. Oczywiście na razie ja i on byliśmy jedynymi duszmi w tym wielkim, ponurym zamczysku.
To sprzyja miłosnej historii co?
Teoretycznie tak. Jednak w praktyce nie jest już tak wesoło.
Dotarłam w końcu do zamku i wślizgnęłam się bocznym wejściem. Kiedy dotarłam na górę, Shi siedział na swoim zwykle służącym do audiencji tronie. W zasadzie to pół leżał, bokiem do mnie, przerzuciwszy nogi przez jeden z podramienników.
Przeglądał jakiś papier, zapewne list od swojej siostry.
-Spóźniłaś się, Mellanne.
I w tym momencie wiedziałam już, że Shi ma jeden ze swoich gorszych dni - tylko wtedy nazywał mnie moim pełnym imieniem.
-Tak, wiem... - mruknęłam cicho i pokornie, przybierając jedną ze swoich masek - Wybacz mi, Shi...
<Shi? Zarywanie mood on xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz