środa, 22 lipca 2015

Od Archiad cd. Cas

Archiadnae uniosła kącik wargi w grymasie. Mimo skrzywienia dalej wyglądała dostojnie i władczo.
- Jestem wierna swojemu Władcy. - Powiedziała ze spokojem. Jej głos stał się bardziej łagodny - widocznie tego oczekiwała Castiella. - Gdzie mam się udać?
- Twój zamek znajduje się na wschodzie. - Odpowiedziała kobieta składając imponujące, czarne skrzydła. Była naprawdę piękna, na swój dziwny, przytłaczający sposób. Patrzenie na nią aż męczyło, chociaż Władczyni wydawała się być udobruchana.
Archiad skłoniła z wdziękiem głowę, kładąc prawą rękę na sercu. Sama rozłożyła swoje puszyste, białe skrzydła - ich rozpiętość wynosiła prawie cztery metry. Wydawały się jednak mniej groźne jak u Castielli; raczej miłe, ciepłe i zdecydowanie nieprzydatne do walki.
Nic bardziej mylącego.
Archiadnae uniosła się kilkanaście centymetrów i niemalże wypynęła z pałacu. Szybko osiodłała swojego rumaka i ruszyła na wschód.
Z pomocą wiatru przebrała się spowrotem w swoją czarną zbroję i pozbyła się sukni.
Nagle, w pobliskich krzakach coś się poruszyło. Jakieś zwierzę... wilk? Kot?
Archiad wzdrygnęła się. Zwierzęta były takie brudne.

<ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? xD>

wtorek, 21 lipca 2015

Od Cas C.D Archiad

Na twarzy Castielli pojawił się lekki uśmieszek.
Wstała z wielkiego, bogato zdobionego tronu z czystego obsidianu, tylko po to, by pokazać nowoprzybyłej swoją wielkość.
Jej gigantyczne, smocze skrzydła rozwinęły się w pełni.  Każde z nich było tak długie i szerokie, że spokojnie mogłyby osłonić obie kobiety.
- Władczynią? - zapytała z udawanym zwątpieniem Królowa - Wielu podróżnych przychodzi i prosi o to samo, skąd wszakże mam wiedzieć, że ty jesteś odpowiednią osobą?
Mina Archiadnae wyrażała zawzięcie i pewność siebie. Tego właśnie Castiella szukała u władców - prawda, dla wielu osób była tylko kobietą, obdarzoną przez nader hojny los umiejętnością posługiwania się magią, ale ona wiedziała doskonale, co robi.
- Wiem, bo zostało mi to przepowiedziane - oznajmiła dumnie i trochę zbyt dobitnie Archiad.
- Ejże - tym razem wypowiedź kobiety nie spodobała się Castielli - Trochę szacunku, pamiętaj, że Smoki są najważniejsze. Dam ci szansę - Możesz zostać tutaj, jako Władczyni, jednak uważaj; ja zbyt łatwo nie odpuszczam.

<Arch? >

Od Mell C.D Shi

Władca szybko podniósł się i to, co zauważył mogło mu się nie spodobać.
Leżałam teraz na ziemi, a dreszcze przebiegały przez całe moje ciało, sprawiając, że raz byłam wilkiem, a raz człowiekiem.
-Mell? - zapytał lekko przerażony Shi - Mellanne! Co z tobą?
Przez chwilę nie byłam w stanie nic powiedzieć. Zaschło mi w ustach.
- Nie... Wiem... - wyksztusiłam w końcu.
Drgawki w końcu ustały, a mnie ogarnęła ciemność.
Zemdlałam.

<Shi? Brak pomysłu tak bardzo>

czwartek, 16 lipca 2015

Od Archiadnae

Dotrzesz na swoje miejsce o zachodzie szóstego słońca, był to urywek przepowiedni sprzed zaledwie szcześciu lat. Wyrocznia nie miała pojęcia co mówi, ale Archiadnae doskonale wiedziała. 
Jej wielką podróż spotka nagroda
Archiad podróżowała od pięciu wiosen, szukając znaków. Czasem było to stado koni, czasem nadpalony kawałek drewna... Ale zawsze wywoływało w Niej takie samo uczucie - gniew, smutek, nadzieja i w końcu czułość. Dziwna mieszanka, ale pomocna.
Przynajmniej wiedziała w którą stronę się kieruje.
Archiadnae siedziała na pięknym, białym ogierze zakupionym w ostatnim miasteczku. Bez trudu unosił ją w zbroi i z całym bagażem. Dzięki magii dziewczyny koń niemal leciał, wysoko podnosząc nogi w kłusie. Unosił się kilkanaście centymetrów nad ziemią, popychany przez dobre wiatry.
Dokładnie dzisiaj mijał szósty rok wielkiej podróży. Dokładnie dzisiaj miała znaleźć to Królestwo.
Z pięciu złożone,
Królestwo spokoju.
Archiad przytrzymała wodze konia, i uśmiechnęła się do siebie. Na horyzoncie widać było już dachy ogromnego zamczyska. Nie miała wątpliwości, że to zamek należący do Smoków.
Spięła konia i przywołała wiatry, które uniosły go wyżej. Ogier przyspieszył galop i po pięciu minutach byli już na miejscu.
Archiadnae zeszła z niego i miękko wylądowała na ziemi. Odprowadziła konia do stajni i szybko rozebrała. W pobliżu nie było żywej duszy, a żadna praca nie hańbi.
Przed wejściem do pałacu przystanęła na chwilę. Powinna była włożyć na siebie coś elegantszego... Weszła do holu  i skierowała się do pierwszej łaźni. Powietrze wokół niej poruszyło się i zdjęło z niej płytki zbroi, składając je w ciasną kostkę.
Teraz, przy Archiad wirowała prawdziwa burza. Kiedy ucichła, dziewczyna miała na sobie powłuczystą, czarną suknię odsłaniającą ramiona z wycięciem na ogromne, białe, opierzone skrzydła.
Archiadnae ruszyła instynktownie ku sali tronowej. Na końcu siedziała kobieta w jej wieku. Miała czarną suknię z ogromnym dekoltem. 
Tutaj panowały inne zasady niż w jej domu.
-Witaj, Castiello Enores. Jestem Archiadnae Feniciljan i przybywam, aby zasiąść na jednym z pięciu tronów Dark Muntain. - Powiedziała uroczyście. Jej głos był teraz głęboki, ciepły, przypominający roztapiające się masło.

Casiella?

środa, 15 lipca 2015

Od Rhydian'a CD Shi

- Smocza władczyni ale jak to...? - zapytałem po czym spojrzałem na chłopaka który stał przede mną.
- Długa historia. - Mruknął po czym dodał. - Może oprowadzić Cię po terenach? - zapytał się po czym spojrzał na mnie.
-Jak chcesz czemu nie. - Odparłem bez zainteresowania.Po czym poszedłem gdzie kierował się chłopak.
"Ciekawe ile poddanych będę miał" pomyślałem po czym spojrzałem na tam tego.
- Więc co zwiedzimy pierwsze hę? - zapytałem się, próbując nie patrzeć się na niego.


<Shi?>

Od Shi cd Rhydiian'a

- Moja kochana siostra lubi wszystko zrzucać na mnie. A wiadmomo nowych trzeba witać. - odpowiedziałem patrząc na niego - ale widze, że nie jesteś zbyt towarzyski. - dodałem, chociaż i tak mało mnie to obchodziło.
- A kim jest twoja siostra, jeżeli ty jesteś alfą, a nikogo wyżej nie ma? - spytał się chłopak.
- Jak to nie. Władczyni smoków jest wyżej niż wilczy alfa. - powiedziałem z uśmiechem. Wiem to dziwne, rodzeństwo, a nie jesteśmy tej samej rasy. Sam nawet nie wiem dlaczego tak się stało. W naszej rodzine tylko ja byłem na wpół demonem i do tego wilkiem, a nie smokiem. Ale nie patrzałem na to. Nigdy nie patrze w przeszłość, bo wtedy nie miałbym ani przyszłości, ani teraźniejszości.

< Rhydian>

Od Rhydian'a CD Shi

Nie zwracałem na nie go uwagi.W sumie to nie obchodziło mnie to.
-Miło ci poznać-westchnąłem po czym miałem zamiar se pójść.Zmieniłem się w człowieka lubiłem czasami ta formę ale w tym momencie to spodobała mi się.
-Jestem Rhydian.-wymamrotałem gdyż nie lubiłem ludzi a ni obcych którzy mnie dopytywali się. Tam ten oczywiście po chwili też zmienił postać człowieka.spojrzałem na nie go chociaż
on mi kogoś przypominał tylko nie wiem kogo.
-Ehm... no więc po co tu jesteś?-zapytałem się ozięble jak zawsze.Nie wiedziałem z czym mam z nim gadać więc się zapytałem tym pytaniem


<Shi?>

Od Shi cd Mell

Miałem dziś aj zły dzień. Podszedłem do biurka po list, który zostawiłem tam w nocy. Był od mojej siostry, więc wiadomo, że przeczytać jak i odpisać muszę ja a nie Mellanne. Poszedłem więc do sali z tronem i na nim usiadłem. Oczywiście normalnie tego nie mogłem zrobić. Oparłem się o oparcie a nogi przeżuciem przez jedno z ramienników. Zacząłem czytać list wyrywkowo. Cas mi napisała, że do Dark Mountain, przybył nowy władca kotów. No i oczywiście ja < bo zazwyczaj jestem miły> mam się tam przejść i go przywitać. Zaczynało się robić późno, a wilczycy dalej nie było. W końcu usłyszałem jej kroki.
- Spóźniłaś się Mellanne. - powiedziałem nie odwracając nawet głowy.
- Tak wiem Shi - mruknęła cicho - Wybacz mi, Shi..
- Wybaczę, jak się zmyjesz do pracy. - opowiedziałem dalej czytając list. Dziewczyna po chwili odeszła. Trochę powolnie, jakby była jakaś przybita. Mnie po chwili zamuliło i zamiast pójść do siebie, zasnąłem w takiej pozycji w jakiej siedziałem.
- Shi wstawaj! - usłyszałem nad sobą głos wilczycy. Momętalnie spadłem z tronu na podłogę.
- C...co się stało? - wymamrotałem podnosząc się z podłogi.


< Mell? >

Od Shi

Wstałem wcześnie rano. Spojrzałem na biurko z papierkami.
- Jeden dzień wolnego jeszcze nikomu nie zaszkodził. - mruknąłem do siebie i wyszedłem z pokoju. Mell jeszcze spała więc szybkim krokiem wyszedłem z zamku i skierowałem się do lasu. Wreszcie chwila odpoczynku. Zmieniłem się w wilka i rozciągnąłem plecy. Wbiegłem szybko do lasu. Dobiegłem do jeziora. Nad drugim brzegiem za uwarzyłem jakąś postać. Spojrzałem na nią. Był to tygrys, posiadający skrzydła. Czyżby to ten nowy przywódca. No dobra, trzeba wyglądać poważnie. Wypiąłem dumnie pierś i podszedłem do nieznajomego.
- Hej jestem Shi. - przywitałem się z uśmiechem. Otworzyłem przy tym lekko pysk, przez co krew z oka wleciała mi na język, co momętalnie wyplułem. - Alfa wilków. Ty pewnie jesteś tym nowym władcą kotów. - powiedziałem obchodząc go do okoła. Wyglądał schludnie. Jak typowy kot, nic nowego.

< Rhydian? >

Od Mell

Wysoka trawa, krzaki i korzenie drzew są stworzone do utrudniania ludzią życia. Jestem tego pewna.
Dokładnie tak jak społeczeństwo - tłum, do którego musisz się dostosować, by wyjść z czegoś z twarzą. 
Przedzierając się przez las nie myślałam co prawda o innych ludziach, lecz o tonie papierkowej roboty jaka mnie czeka gdy wreszcie wrócę do domu. Teraz, jako doradczyni Shi'ego odpisywałam na wszystkie listy, podpisywałam umowy, ogólnie,  nie miałam nic ciekawego do roboty.
Rzuciłabym to już dawno, gdyby nie fakt, że to był właśnie on. Shi. Mocno pokręcony, kontrowersyjny dwudziestolatek, mój pracodawca i współlokator. W jego wykutym w litej skale zamku bowiem, było przewidzianw miejsce dla obydwu jego doradców. Oczywiście na razie ja i on byliśmy jedynymi duszmi w tym wielkim, ponurym zamczysku.
To sprzyja miłosnej historii co?
Teoretycznie tak. Jednak w praktyce nie jest już tak wesoło.
Dotarłam w końcu do zamku i wślizgnęłam się bocznym wejściem.  Kiedy dotarłam na górę, Shi siedział na swoim zwykle służącym do audiencji tronie. W zasadzie to pół leżał, bokiem do mnie, przerzuciwszy nogi przez jeden z podramienników.
Przeglądał jakiś papier, zapewne list od swojej siostry.
-Spóźniłaś się, Mellanne.
I w tym momencie wiedziałam już,  że Shi ma jeden ze swoich gorszych dni - tylko wtedy nazywał mnie moim pełnym imieniem.
-Tak, wiem... - mruknęłam cicho i pokornie, przybierając jedną ze swoich masek - Wybacz mi, Shi...
<Shi? Zarywanie mood on xD>