Archiad postanowiła w duchu tego nie wykorzystywać, tylko zrobić wielkie wejście.
Wokół niej zerwał się potężny wicher. Smagał ich po twarzach, a Archiadnae patrzyła się caly czas w oczy wojownika.
Liście ścialące leśne poszycie zerwały się z ziemi i niemal ożyły, oplatając Archiad z każdej strony. Następny był lekki deszcz. Spadł niewiadomo skąd i miniaturowa burza była gotowa.
Rozbłysk ogromnego światła oślepiał, jednak wojownik patrzył cały czas w oczy Archiad. Mogła mu mignąć postać feniksa, ale dziewczyna postanowiła jej na razie nie pokazywać.
Liście opadły, wiatr ustał. Trwało to zaledwie dwie sekundy.
Przed blondynkiem stała ruda piękność z białymi skrzydłami złożonymi na plecach. Miała aksamitną, powłóczystą suknię w kolorze czarnym. Brak ramiączek rekompensował czarny łuk zawieszony przez ramię.
-Archiadnae Feniciljan. Miło poznać - uśmiechnęła się, słysząc głos.
Głos w barwie gorzkiej czekolady.
Jeśli bardzo bez sensu to przepraszam xD. Roos?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz